Z okazji kolejnego powrotu do JA (akurat gram w Wildfire) i chwilowej weny twórczej, postanowiłem napisać opowiadanko
Napisze kawałek i jeśli sie spodoba i ktoś to w ogóle bedzie miał ochote czytać, to będę z czasem kontynuował. Tak więc, lecimy z koksem. Miłego czytania
20 Kwietnia 2001
21:33 Czasu Lokalnego
Los Angeles
Mieszkanie rodzeństwa Gryphis
Ciepły wieczór, światła i odgłosy miasta. 24 letnia Violett Gryphis, którą przyjeciele nazywali Evo, wskaczyła do wanny, by zrelaksować się po całym dniu ciężkiego wylegiwania się na plaży. Po ostatnim zadaniu, gdzieś na wysepkach pacyfiku, mieli z bratem dość pieniędzy, by przez następne miesiące nic nie robić, tylko odpoczywać i to całkiem luksusowo. Ivorett, jej brat, tymczasem rozsiadł się wygodnie przed telewizorem, odpalając cygaro i przeskakując po kanałach kablówki w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Gdy w końcu po kilku minutach poszukiwań, trafił na kanał CNN gdzie akurat trwały wiadomości z jakiegoś odległego państewka, zadzwonił jego telefon. Starszy o rok od siostry, przystojny i nieźle zbudowany mężczyzna, o kruczoczarnych włosach i szarych jak pochmurne niebo oczach, od niechcenia wziął do ręki słuchawkę.
- Ivo..
- Tu Robert..
- To bezpieczna linia?
- Tak, a u Ciebie?
Ivorett upewnił sie, czy podniósł słuchawkę tego telefonu, którego trzeba.
- Tak. O co chodzi?
- Mamy sytuacje do rozwiązania..
- A konkretniej?
- Ameryka południowa, Arulco...
Ivo kątem oka dostrzegł, że wiadomości, których oglądanie przerwał mu Robert, były właśnie o Arulco. Na ekranie w chwili obecnej przewijały się obrazy zniszczonych domów, rannych ludzi...
- Właśnie oglądam to w telewizji. Więcej informacji?
- Bierz Evo i przyleć do Chile, skontaktuj się z nami na miejscu. Później pomyślimy nad dobraniem ekipy.
- Ok.
Bez pożegnania rozmówca odłożył słuchawkę, podobnie zresztą jak Ivo. Po ułamku sekundy z kieszeni wyciągnał telefon komórkowy, a z małej szufladki w ławie jakąś ulotkę. Szybko wystukał numer i zarezerwował dwa bilety na lot z LAX do Santiago. W chwili gdy się rozłączył, do pokoju weszła Eve, susząc długie rude włosy ręcznikiem. Smukła twarz, szczupłe, niemal idealne ciało sprawiało, że nikt nie byłby w stanie podejżewać, czym zajmuje się ta kobieta.
- Pakuj sie siostra, jutro lecimy do Chile.
- Coś się stało?
Ivo gestem podbródka wskazał na telewizor, gdzie nadal przewijały się obrazy zdewastowanych przez wojsko wiosek. Evo pokiwała głową i bez słowa ruszyła do swojego pokoju. Dopiero z jego wnętrza, rzuciła głośno kilka słów niezadowolenia z przerwanego urlopu, które to słowa Ivo skwitował tylko nieznacznym uśmieszkiem i łykiem whiskey.
22 Kwietnia 2001
08:21 Czasu lokalnego
Santiago, Chile
Bar w centrum miasta
Mały, źle oświetlony i przesycony bar w centrum Santiago de la Chile, był miejscem wielu ważnych, niepozornych spotkań. Nieliczni wiedzieli, że właścicielem baru jest agent CIA, Jose Morris, znany tutaj jako Jose Alesandro Rodriguez. Jose nawet nie mrugnał, gdy do baru weszło dwóch mężczyzn i kobieta, po czym od razu weszli na zaplecza. Mogli sobie na to pozwolić, gdyż w lokalu o tej porze nie było poza barmanem, ani żywej duszy. Na zapleczu odsunęli jedną z szafek, odkrywając ukryte drzwi, którymi zeszli do podziemnego pomieszczenia. Pomieszczenie było niewielkie, gdyż tylko takie udało sie niezauważenie wybudować, nie wzbudzając zbędnych podejżeń. Sciany obłożone materiałem zapewniającym totalne wygłuszenie, likwidując zagrożenie naturalnego podsłuchania rozmowy, nawet w przypadku dokopania się do jednej ze ścian. Na każdej ze ścian, umieszczone było też dziwne urządzenie, emitujące fale elektromagnetyczne, zagłuszające elektroniczne urządzenia podsłuchowe. Jedna ze ścian, za stalową płytą, kryła małą zbrojownię, zdolną w pełni wyekwipować kilkuosobowy oddział. Poza tym, znajdował sie tu stół, kilka krzeseł, dwa telefony na bezpiecznej linii oraz komputer.
Ivorett od razu po wejściu, zajął miejsce przy komputerze, obok niego usiadł Robert, 45 letni, blondyn, któremu wiek podwyższył już czoło. Evo nie była widocznie zainteresowana "odprawą" o czym świadczyło natychmiastowe zainteresowanie się mini zbrojownią.
- Firma jest w to zamieszana? - Zaczął Ivo, spoglądając badawczo na Roberta - Aż tak poważna sprawa?
- Firma jest zamieszana we wszystko. Sytuacja wygląda tak jak opisałem to w mailu, który zdążyłeś już przeczytać w samolocie - Robert wyciągnął z kieszeni kurtki kopertę i podał ją Ivorettow - Tu masz więcej informacji i dane dotyczące konta i waszych funduszy.
- Ale czy po to wyciągaliśmy tego całego Enrico, żeby teraz go tam wciskać spowrotem?
- Nie wy go wyciągaliście i nie wy go będziecie wciskać, Waszym zadaniem jest tylko przeczyszczenie drogi - Robert rzucił mu gniewne spojżenie - Chyba nie musze ci tłumaczyć, że rząd nigdy nie poprze i nie zatwierdzi otwartej operacji zbrojnej. Nie wyślemy tam czołgów, samolotów i kilkuset chłopców, gdyż nie mamy oficjalnych powodów.
- Więc po co? Dla zabawy? - Ivo widocznie nadal nie pogodził się z faktem, iż to akutrat jego ściągnięto z urlopu, by posprzątać jakiś bałagan.
- Po cichu mamy w tym interes. Wiadomo, że gdy wróci tam normalna sytuacja, normalny rząd i normalny władca, jakim jest Enrico, będziemy mieli sojusznika handlowego. Wiesz dobrze jakie zyski lecą z tamtejszych kopalni. My tylko sprzątamy, jak zwykle. I jak zwykle nie mamy z tym nic wspólnego.
- Ok, ok. Co mamy na tą impreze?
- Sami musicie dobrać ludzi i sprzęt. Macie ograniczony budżet, gdyż nie możemy wyciągnąć niezauważenie większych pieniędzy.
- Dobra. Kiedy startujemy?
- Gdy tylko bedziecie gotowi. Chłopcy z 15tej powietrzno desantowej, stacjonują w Chile. Podrzucą was niepostrzeżenie na miejsce. Dalej jesteście zdani na siebie...
________________________________
To w ramach takiego wstępu do fabuły Jeszcze troszkę tego będzie, a później zacznie się akcja. Ale już możecie się wypowiadać, czy wam się podoba i czy jest sens żebym pisał dalej
_________________ "Śmierć miliona jest tylko statystyką,
śmierć jednej osoby, to prawdziwa tragedia"
Mi się podoba, bardzo chętni e przeczytałbym jeszcze co nieco... byle nie skończyło tak, jak opowiadanie Popusia, które urwało się w momencie, kiedy zaczynało być coraz bardziej interesujące...
Oj Ciekawe. Ciągnij dalej, bo styl masz ciekawy a i fabuła całkiem wciągająca.
_________________ Kill them before they kill you!
Redagując JaggedoPedia'ę pomagacie sobie znaleźć informację!
Farrokh Bulsara is dead - long live to Farrokh Bulsara.
Linux can be even faster, more stable & more reliable!
jedna uwaga. ja wiem że już ponoć są słowniki które akceptują taką formę, ale jednak wystrzegaj się pisania "co mamy na TĄ wyprawę" - naprawdę pilnuj by było stare dobre i sprawdzone TĘ.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum